| Długi weekend majowy, tym
razem jedziemy nad olbrzymie jezioro Garda. 350m głębokości robi
wrażenie:) W planach nurkowania w jeziorze, wypad do wywierzyska
Elefante Bianco i ... serwis sprężarki:) |
 |
 |
| Gdzieś po drodze w Alpach... podróż trwała
24h. |
Wieczorem w czwartek dotarliśmy na
kemping. Zachód słońca był malowniczy... niestety z kempingu nie wolno
nurkować:( |
 |
 |
| Renia jak zwykle się "dotlenia". Została
jedyną palaczką w towarzystwie, inni się zaszyli;) |
|
 |
 |
|
To z braku azotu... ten wieczór się dłużył! |
Pierwszy cel nurkowy! Baza nurkowa która mieści się przy zatoce
widocznej na mapie. |
 |
 |
Wreszcie trafiliśmy
pod wodę... a tam czekał na nas sam Neptun!
|
Już jej trochę odpuszcza nie? Ale na tym
nurkowaniu jeszcze się wystarczająco nie naazotowaliśmy. Tylko 40m i
zupełnie bezdekompresyjnie:) |
 |
 |
| I nurkowy "christmas" jak to określili w
miejscowej bazie:) |
Ilość życia w jeziorze nie zwala z nóg.
Gdzieniegdzie są małe łączki, trochę małży, ślimaków, nieliczne
ryby... cóż, wiosna, jeszcze pod wodą życie się nie rozbudziło! |
 |
 |
| |
|
 |
 |
| Potem zaczęliśmy tour dookoła jeziora...
ma ono ca 50km długości, więc ta wyprawa zajęła nam czas do
wieczora... znaleźliśmy sporo miejsc godnych dłuższej wizyty. |
I ładnych widoczków:) |
 |
 |
| Renia podpiera nasz dzielny nurkowóz. Cóż,
w tych górkach się trochę zmęczył;) |
Bonsai? |
 |
 |
| Tu w końcu nie zanurkowaliśmy, ale miejsce
wyglądało fajnie! |
A tak wygląda jeziorowa łódeczka do
wożenia nurków;) Chyba trzeba przemianować nasz Bałtyk.. |
 |
 |
| Wieczorem Renia zaczęła bujać!. |
Kolejny cel... zatoka Salo, miejsce
polecane ze względu na wraki... |
 |
 |
| A to wrak barki... niestety przed nami
odwiedziło go stado Włochów, zmącenie było tak duże, iż zdjęcia
praktycznie nie wyszły... |
Zabytkowa fabryka sprężarek... czyli
Olmeva |
 |
 |
| I drugie miejsce... San Sivino. Zejście na
brzeg zepsuło nieco morale grupy - strome schodki budziły
wątpliwości;) Ale wszyscy dali radę! |
A to wybrzeże jeziora... pod wodą miała
być ścianka do 60m... coś włoski angielski zawiódł, bo skończyło się
na 16;) |
 |
 |
| Tym nie mniej miejscowi zapamiętale łoili
z pontonu. |
Ostatnie widoczki przed tym jak mój aparat
postanowił wziąć kąpiel... |
 |
 |
| Ech... te palmy... kto by pomyślał że to
północne Włochy:) |
Z kolejnego dnia zdjęć nie mam! I aparacik
leczył rany po pechowym nurkowaniu;) Pierwsze zanurzenie - przy
obłędnych ścianach schodzących na ok 100m w głąb... kusiło wykorzystać
tmx dekowany w twinie w bagażniku, ale skończyło się na nurkowaniu do
połowy wysokości tych ścian... :) |
 |
 |
| A tu pod wodą, przed bazą nurkową -
znajduje się całkiem spora rzeźba Chrystusa... |
Kolejny dzień! Droga przez Dolomity.
Jedziemy w kierunku Valstagny. |
 |
 |
| Górki coraz wyższe.. |
zupełnie inaczej prawda? A to tylko
kilkadziesiąt kilometrów od jeziora Garda... |
 |
 |
| Dobrze że nie będziemy tędy wracać:) Azot
by nam wyszedł uszami... |
Wreszcie dojeżdżamy do celu: miejscowość
Valstagna. Spacerkiem przez winnicę |
 |
 |
| Gdzieś na zboczu góry, nad wywierzyskiem
stoi domek... niesamowite miejsce żeby zamieszkać! |
docieramy do źródła - Elefante Bianco! |
 |
 |
| Stan wody wyjątkowo wysoki. Tam gdzie w
lutym spałem na półce skalnej, teraz jest woda! |
która szerokim strumieniem uchodzi do
rzeki poniżej |
 |
 |
| Marcin już się cieszy na nurkowanie... |
i pod wodą też mu tak zostało;) |
 |
 |
| Tym razem figurka Matki Boskiej jest na
12m |
Otoczaki wynoszone z jaskini przez prąd
wody... |
 |
 |
| A wejście do groty na 20m |
Tańce i swawole w źródle. |
 |
 |
| To nie jest żabia perspektywa;) |
|
 |
 |
| |
|
 |
 |
| Charakterystyczne płetwy Marcina... |
|
 |
 |
| |
|
 |
 |
| |
|
 |
 |
| Podwodne półki skalne... tu gdzieś chyba
spałem kilka miesięcy temu... |
Bardzo ładny kamień, prawda? |
 |
 |
| Cały pokryty pęcherzykami gazu... DCS czy
co? ;) |
|
 |
 |
| Cóż, do takich zdjęć połówkowych będę
musiał chyba okleić konwerter silvertejpem... ;) |
|
 |
 |
| A tu łobuz kradnie mi powietrze! ;) |
Odpoczynek przed nurkowaniami i drobne
rekonfiguracje gazów... |
 |
 |
| I kolejne zejście. Marcin i Renata
sprawdzają sprzęt. |
|
 |
 |
| W tle Jacek i Jurek już się zanurzają.
Planują tylko dopłynąć do wejścia i rozejrzeć się nie wchodząc pod
strop. |
No kiedy wreszcie się zanurzą? ;) |
 |
 |
| Wreszcie zanurzenie... a ja będę ich
śledził jako fotoreporter! |
|
 |
 |
| Marcin i Renia zamierzają zejść mniej więcej na
40m w głąb. |
|
 |
 |
| |
Wewnątrz jaskini... |
 |
 |
| To już 40m... |
rozpoczyna się odwrót |
 |
 |
| |
|
 |
 |
| |
Skała wyrzeźbiona przez otoczaki... |
 |
 |
| ściany porysowane przez piasek i kamyki
niesione z prądem wody |
|
 |
 |
| |
a nade mną widać światła Marcina i Reni.
Wysforowali się
kilkanaście metrów wyżej... |
 |
 |
| |
Marcin przejął aparat, nareszcie mam
zdjęcie;) I kawałek
filmu!:) |
 |
 |
| Troszkę fikołków dla zabawy:) |
Wszystko co miłe się kończy... trzeba
zabrać sprzęt |
 |
 |
| żegnają nas kwiatami:) |
|
 |
 |
| |
|
 |
 |
| To cała jaskiniowa ekipa w pełnym
składzie! |
Jeszcze raz się udało:) |
 |
 |
| |
|
 |
 |
| Odbieramy sprężarkę z Olmevy... i czas na
uzupełnienie logbooka! |
U nas na kempingu też była studnia! Może
by tu dać nura? |
 |
 |
| Czas na manicure ... |
Isola Trimelone, nie tak daleko od brzegu,
ale popatrzcie na izobaty;)_ |
 |
 |
| Trochę zdjęć makro, czyli poznaje nowe
funkcje aparatu. To po nurkowaniu na wyspie... |
|
 |
 |
| |
|
 |
 |
| |
|
 |
 |
| wyspa Isola Trimelone. |
Jakieś bunkry? Fort jeśli wierzyć
legendzie mapy... |
 |
 |
| Wydaje się daleko, ale to szeroki kąt.
Płynęliśmy tam pod wodą... kto by uwierzył, że pomiędzy lądem a wyspą
dno schodzi na ponad 90m... my na 50 odpuściliśmy i dalej płynęliśmy w
toni.... |
Czas się pożegnać z górskimi krajobrazami
słonecznej Italii |
 |
 |
| Winnicami... |
Posiłek w drodze powrotnej... znowu 24h w
samochodzie:) |